Białoruś przygotowuje się do wojny

Od wielu dni w sieci pojawia się coraz więcej amatorskich filmów kręconych zwykle z telefonów komórkowych, pokazujących pociągi z ciężkim sprzętem wojskowym zmierzające z Rosji poprzez Białoruś w kierunku Polski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, jak wiele jest tego sprzętu. Jednoczesnie w Internecie pojawiło się nagle bardzo wiele symulacji konfliktu Polska - Białoruś. Wystarczy wpisac w języku angielskim te dwa hasła, aby znaleźć całą serię, czasem wręcz bardzo wnikliwych i dokładnych opisów możliwych scenariuszy. Nie przypadkowe są również ostatnie wizyty Władimira Putina i innych najważniejszych polityków rosyjskich w Mińsku, jednak ku zaskoczeniu strony Kremla, Białoruś absolutnie nie jest zainteresowana ani wojną proxy, ani stacjonowaniem na jej terenie wojsk rosyjskich, ani tym bardziej "pogłębieniem" integracji z Federacją Rosyjską.

Od wielu lat Rosja i Białoruś regularnie ćwiczą różne warianty wojenne. Jeszcze w 2013 roku miały miejsce ćwiczenia wojskowe "Zachód 2013". Narastającym problemem jest tutaj natomiast fakt, że Rosja coraz bardziej domaga się bezwzględnej uległości Białorusi w stosunku do swoich działań, a tym samym coraz bardziej bezpośrednio kwestionuje suwerenność i niezależność tego państwa. Warto zatem przyjrzeć się potencjalnym zamiarom naszych wschodnich sąsiadów.

Rosjanie od lat prowadzą wiele symulacji w zakresie potencjalnego konfliktu na terenie byłych republik radzieckich. Pierwszy z nich zakłada uderzenie połączonych sił rosyjski-białoruskich pod sztandarem Białorusi na ziemie polskie aż do linii Wisły. Stosunek sił wynosi tutaj co najmniej 4:1 i skutkiem byłaby bardzo szybka przegrana Polski. Jednocześnie ewentualna odpowiedź NATO przeciw Białorusi groziłaby wybuchem konfliktu na skalę globalną, dlatego najbardziej prawdopodobnym zakończeniem jest kapitulacja i wezwanie przez zachód do rozmów pokojowych oraz prewencyjne uderzenie ze strony Rosji z użyciem broni jądrowej, tak jak opisuje to w swoich książkach m.in. Jacek Bartosiak. .

Drugi scenariusz zakłada ograniczoną pomoc ze strony Niemiec i USA dla Polski. Jednak ze względu na prędkość wydarzeń - niewiele to wnosi do całosci konfliktu. Stosunek sił zmniejszyłby się co prawda do 2:1, ale nadal połączone siły wschodnie ustawiłyby się co najwyżej wzdłuż Wisły. W tym przypadku, Rosja wykorzystując pat strategiczny, najprawdopodobniej nie wycofałaby się już z terenów Białorusi czy Ukrainy, a być może nawet Krajów Bałtyckich.

Co ciekawe, nawet przy stosunkowo głębokim zaangażowaniu USA w obronę Polski - nie udałoby się obronić naszych wschodnich granic. Spowodowałoby to jedynie pewien pat i grę obu stron na czas. Jedynie większe zaangażowanie sił zachodu mogłoby powstrzymać agresję naszych wschodnich sąsiadów na Polskę. Nie budzi chyba niczyich wątpliwości fakt, że na Francję czy Niemcy, których gospodarka ściśle bazuje na dostawach rosyjskich surowców energetycznych, nie moglibyśmy liczyć. Jedynym potencjalnym sojusznikiem w tym zakresie, mogłyby być Stany Zjednoczone.

Oczywiście wszystkie te scenariusze są przede wszystkim teoretyczne. Nie wolno nam jednak lekceważyć tego, że Białoruś czyli kraj z 4-krotnie mniejszą populacją, ma jednocześnie ponad 2x więcej czołgów i wozów bojowych i pomimo, iż w znacznie większym stopniu obawia się agresji ze strony Rosji niż kogokolwiek innego, to nadal pozostaje jednym z podstawowych elementów wszelkich założeń strategicznych w tym obszarze Europy. Pozostaje pytanie - po co taki scenariusz miałby się rozegrać ? Przede wszystkim dlatego, że Rosja ma tutaj niewiele do stracenia i bardzo wiele do zyskania. Niezależnie od wyniku konfliktu, jej wschodnia strefa buforowa (Białoruś, Ukraina) - jeszcze bardziej uzależnią się ekonomicznie od Kremla. Ewentualna odpowiedź NATO byłaby bardzo ograniczona, poniewaz jakiekolwiek głębsze "wejście w Białoruś" oznaczałoby odpowiedź atomową Moskwy. Tym samym Rosja ryzykuje jedynie to, że co najwyżej Białoruś cofnie sie do swoich granic. Jednocześnie trzeba pamiętać, że w międzyczasie istnienie Litwy, Łotwy i Estonii zostałoby poświęcone celem utrzymania pokoju w regionie. Innymi słowy - niezależnie od wyniku starcia - rozejm dotyczyłby ewentualnie Polski i Białorusi, ale w żadnym zakresie małych republik bałtyckich.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z punktu widzenia samej Białorusi i Ukrainy. Żadne z tych państw nie chce znów być marionetką Kremla i swoją przyszłość widzą przede wszystkim w strukturach gospodarczych zjednoczonej Europy. W obu tych krajach coraz silniej i dynamiczniej odradzają się ruchy narodowościowe. Rosja zdaje sobie sprawę, że zarówno Mińsk jak i Kijów czy Wilno dobrze pamiętają, że czasy swojej największej świetności przeżywały w okresie istnienia Korony Rzeczypospolitej. Tym razem wejście tych dwóch państw w bliski sojusz dawałoby korzyści płynące z EU i NATO, co w zestawieniu z upadającą gospodarką Rosji daje bardzo prosty rachunek ekonomiczny. Rosja również zdaje sobie sprawę, że te kraje zaczynają być coraz bardziej samodzielne i niezależne, dlatego bardzo gorąco śpieszy się, aby podjąć działania, które w jej ocenie mają ochronić Rosję. Los jej sąsiadów - jest tutaj całkowicie obojętny.

Tym samym Polska powinna podjąć wszelkie wysiłki, by przyciągać swoich wschodnich sąsiadów do swojej strefy wpływów. Im bardziej poczują oni korzyści ze współpracy z naszym krajem, w tym również ekonomiczne, tym trudniej będzie pchnąć je do konfliktu z zachodem. Nadal jednak obowiązuje stare prawo - chcesz mieć pokój, gotuj się na wojnę.


- Jarosław Narymunt Rożyński,