Wizyta Donalda Trumpa w Polsce

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie odbędzie się kolejna wizyta Donalda Trumpa w Polsce.

Nieskrywana sympatia wielu polskich środowisk dla Donalda Trumpa wynika z jego poglądów, które głosi on w temacie polityki bezpieczeństwa i relacji USA - Rosja. Donald Trump jest zwolennikiem ścisłej współpracy USA - Rosja w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego, przy czym Rosję w tej relacji widzi jako swojego junior partnera w stabilizacji bliskiego wschodu, jak również rywalizacji gospodarczej z Unią Europejską i Chinami. Niejednokrotnie ze strony kontrowersyjnego biznesmena płynęły słowa uznania i sympatii w kierunku Władymira Putina. Donald Trump nie tylko sympatyzuje z osobą prezydenta Federacji Rosyjskiej, ale również z jego sposobem prowadzenia polityki. W jednym z wywiadów stwierdził bowiem, że to rzeczywiście straszne jeżeli Władymir Putin jest odpowiedzialny za śmierć dziennikarzy, ale jednocześnie podkreślił, iż nie ma bezpośrednich dowodów potwierdzających, że prezydent Rosji stał obok przykładając komuś pistolet do głowy. To kolejne kontrowersyjne zachowanie tak zniesmaczyło opinię publiczną, że słowa dezaprobaty popłynęły nawet ze strony poprzedniego kandydata republikanów na prezydenta - Mitta Romneya. Innym razem stwierdził, że ufa prezydentowi Federacji Rosyjskiej, ponieważ nie ma powodu, aby mu nie ufać, a ze strony jego administracji nie padają żadne sygnały ku temu, aby miał zmienić zdanie.

Najczęściej pojawiającym się określeniem wobec Donalda Trumpa w USA jest słowo : narcyz. Nie jest to bynajmniej cecha, którą powinien charakteryzować się człowiek rządzący jednym z najpotężniejszych państw. Z jednej strony wyraźnie uwidacznia to jego słabość, a z drugiej strony stawia pod znakiem zapytania odpowiedzialność Amerykanów zarówno za swoje państwo jak i pokój na świecie. O ile w przypadku zwrotu w kierunku Korei Północnej, można było zrozumieć, iż chodzi tutaj w pierwszej kolejności o uniknięcie konfliktu z potencjalnie ogromną liczbą ofiar, o tyle w przypadku Rosji Donald Trump coraz częściej wydaje się być politykiem, który po prostu zazdrości autorytarnej ręki swojemu adwersarzowi.

Paradoks i tajemnica sukcesu Donalda Trumpa polega na tym, że jest on bezpośrednim odzwierciedleniem tego, co Amerykanie w większości sami myślą o sobie. Ta wybuchowa mieszanka wątpliwej jakości patriotyzmu, samouwielbienia i buty - jest niezwykle niebezpieczna. Podobnie jak w przypadku wielu innych postaci w międzynarodowej historii polityki - może bowiem okazać się, że zrozumiemy prawdziwą naturę przewrotnej osobowości dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę, że wszystkie te szaleńcze i szokujące pomysły nie były tylko elementem gry politycznej i kampanii wyborczej - lecz rzeczywistym urojeniem i wyobrażeniem danego kandydata rzeczywistości w jakiej żyjemy. Wtedy bowiem, może okazać się, że jest już za późno, a cena jaką przyjdzie zapłacić za brak odpowiedzialności będzie wyższa niż życiew wielu pokoleń. To, co dzieje się w USA ma bowiem bezpośrednie przełożenia na wydarzenia na całym świecie. Zapewne nie będę tutaj pierwszy, który genezę II wojny światowej umieszcza na 24 października 1929 roku a nie 1 września 1939 roku.

Czy ktoś z nas zastanawia się, czy naprawdę Donald Trump zamierza wybudować wielki mur na granicy z Meksykiem, zakazać ustawowo obecności Islamu w USA oraz deportować wszystkich imigrantów ? Jeżeli uznamy, że to po prostu puste frazesy - to pozostaje pytanie, dlaczego wyborcy te hasła popierają i nie zastanawiają się nad realną ofertą dla wyborców? Jeżeli jednak wyjdziemy z założenia, że Amerykanie w to naprawdę wierzą to wtedy otwierają się przed nami przerażające możliwości. Pierwsza bowiem jest taka, że USA jako naród jest już tak prymitywny, że gotów jest uwierzyć w najgorszą i najtańszą propagandę absurdu. Druga, o wiele gorsza możliwość jest taka, że Donald Trump zacznie realizować swoje wyborcze obietnice, co jak już dzisiaj wskazują wszystkie sygnały - tak właśnie się stanie. W tym konktekście należy zadać sobie również pytanie o priorytety w postrzeganiu bezpieczeństwa przez Donalda Trumpa, który z jednej strony nakazał wybudowanie muru przy granicy z Meksykiem, a z drugiej strony zdecydował o 150% opłacie za stacjonowanie wojsk amerykańskich na terenie Europy.

Mur na granicy z Meksykiem to koszt podwójny. Amerykanie potrzebują taniej siły roboczej i mówią o tym wyraźnie wszystkie statystyki i badania w tym zakresie. Zakaz ustawowy Islamu w USA byłby początkiem wojny domowej. W jaki sposób bowiem Amerykanie mieliby weryfikować wiarę swoich mieszkańców ? Jak deportacja na podstawie deklarowanego wyznania ma się do Konstytucji Stanów Zjednoczonych ? A gdzie deportowano by dorosłe dzieci emigrantów z Bliskiego Wschodu i na podstawie jakiej umowy międzynarodowej ? Kto pokryłby koszty przelotu, weryfikacji, identyfikacji i segregacji ? Wszystkie te propozycje są nieracjonalne, ale niestety - możliwe do realizacji. Skutkiem takich działań byłby powszechny chaos, ogromne koszty, wzrost długu publicznego, wojna domowa oraz niemożliwe do przewidzenia w zniszczeniach konsekwencje w Europie i na Bliskim Wschodzie. Nie raz już bowiem byliśmy świadkami czym kończy się brak możliwości zaspokojenia potrzeb socjalnych Amerykanów. Bankructwo miasta Detroit to najbardziej łagodna z wersji. Najbardziej nieprzyjemna - to stan wojenny.

Przypuszczam zatem, że niestety bardziej prawdopodobny jest wariant, że ustrój demokracji w USA płynnie przeszedł w swój następny etap rozwoju czyli ochlokrację - idiokrację. Trudno bowiem uwierzyć, że przy dostępie do tak nowoczesnej techniki jak drony i systemy wykrywania ruchu, są mniej skuteczne niż mur na wzór fortyfikacji z epoki średniowiecza. O ile mi wiadomo, to do tej pory największą udręką na granicy Meksyku z USA były dalekie, ciągnące się tunele, a nie ludzie przebiegający nagle przez granicę.

Jeszcze bardziej niepokojący jest przekaz w kontekście polityki zagranicznej i relacji z Federacją Rosyjską. Donald Trump swojego głównego wroga upatruje w Chinach oraz ISIS, a nie w Rosji. Niestety ma to swoje racjonalne uzasadnienie, ponieważ dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że USA jest już tylko niewolnikiem swojego własnego długu, który w większości jest w posiadaniu właśnie Chin.

Dużo do myślenia dają również wypowiedzi Donalda Trumpa w temacie morderstwa Aleksandra Litwinienko. Tutaj również Donald Trump zdecydowanie bronił Władimira Putina rodząc w głowach dziennikarzy amerykańskich pytanie - po co w ogóle Donald Trump komplementuje Putina skoro mógły te wszystkie tematy przemilczeć ?

Jaki jest cel tej kierowanej sympatii pod adresem Rosji ?

Okazuje się bowiem, że Donald Trump jest gorącym zwolennikiem współpracy gospodarczej i wojskowej USA z Rosją celem powstrzymania ambicji geopolitycznych Chin oraz "zwalczania terroryzmu" na Bliskim Wschodzie. Jak się okazuje - sympatia jest wzajemna. Rosyjskie media z uznaniem i wyraźną satysfakcją rozpisują się nad popularnością amerykańskiego kandydata na urząd prezydenta. Jednocześnie w wielu już publikacjach pojawiło się ostrzeżenie... przed zabójstwem. W Rosji bowiem powszechna jest opinia, iż Donald Trump jest tak dobry dla stosunków USA - Rosja, że z pewnością będzie zamach na jego życie. Co ciekawe - w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono liczne analizy pod tym kątem i okazało się, że mogłoby to być właśnie zaczątkiem nowej wojny domowej przynajmniej na szczeblu administracyjno-wykonawczym. Jednocześnie zagrożenie sklasyfikowano jako : realne.

Powstaje zatem dla nas pytanie - czy możemy być pewni deklaracji ze strony prezydenta USA skoro - deklaruje on drastyczny zwrot w dotychczasowej polityce międzynarodowej ? Jakie to otwiera przed nami perspektywy biorąc pod uwagę rozpoczęte juz umowy w Monachium oraz wspólną rezolucję Rady Bezpieczeństwa w postaci zawieszenia broni w Syrii ? Czy kolejnym elementem będzie zniesienie sankcji i nawiązanie głębokiej współpracy wojskowej USA z Rosją? Można odpowiedzieć, że to już się dzieje w tej chwili. Stany Zjednoczone nie kryją bowiem, iż zamierzają w większym stopniu skoncentrować się na Azji pozostawiając kwestię bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie - Rosji, pod warunkiem utrzymania nieograniczonego dostępu do ropy dla USA. Pomimo bowiem hucznych deklaracji przemiany Stanów Zjednoczonych z importera ropy w eksportera, nie da się pominąć faktu, iż koszt wydobycia tego surowca jest w dalszym ciągu tańszy na terenie Bliskiego Wschodu. Nie bez znaczenia jest również fakt, że ewentualne zakłócenie wydobycia i transportu ropy z Bliskiego Wschodu do Europy, to właśnie USA i Rosja stałyby się głównymi dostawcami tego surowca.

Jednocześnie należy podkreślić, że w interesie obu stron leży ekonomiczne harakiri Unii Europejskiej. Brexit jest tego wyraźnym i bezpośrednim przykładem.

Jeszcze ciekawsze są wypowiedzi biznesmena na temat Ukrainy. Stwierdził on bowiem niejednokrotnie, że jest to problem Europy, a nie USA i kwestia Ukrainy powinna zostać "załatwiona" przez Rosję. Nie minęło zatem wiele czasu, a Donald Trump znalazł się na ukraińskiej liście "persona non-grata" jako "agent Kremla". Jego osoba została umieszczona na 9 miejscu najbardziej niebezpiecznych osób dla suwerenności i bezpieczeństwa państwa Ukrainy.

W kontekście polityki bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej najlepiej zacytować samego Donalda Trumpa : "Mamy kraje otaczające Ukrainę, które nic nie robią, tylko wołają do nas: Chodźcie tu, chodźcie głupki, obrońcie nas."

Wiadomo, że poprzez "kraje otaczające Ukrainę", nie chodziło bynajmniej o Białoruś czy Turcję.

Pikanterii dodaje fakt, że Donald Trump jest przecież potomkiem niemieckich emigrantów. Jego dziadek - Friedrich Drumpf - wyruszył do Stanów Zjednoczonych w 1885 roku. Donald Trump chwali się często swoim pochodzeniem, a jednocześnie dość krytycznie wypowiada się pod adresem Niemiec. W swoich przemówieniach wielokrotnie przywoływał, iż to właśnie Niemcy powinni głęboko zaangażować się w rozwiązanie konliktu na Ukrainie.

Zapomniał, czy celowo pominął fakt, iż pomiędzy Niemcami a Rosją leży Polska ?

Analitycy geopolityki mówią wprost - polityka Donalda Trumpa może oznaczać oddanie Rosji : Ukrainy, Mołdawi i krajów bałtyckich oraz głębokie porozumienie gospodarczo-wojskowe skierowane przeciwko Chinom oraz ISIS. Bardzo trudno jest w takiej sytuacji określić, czy w ramach tego porozumienia los Polski byłby również przesądzony. Zdaniem niektórych analityków - już niedługo granica Niemiec i Rosji znów będzie przebiegać wzdłuż Wisły. Amerykanie bowiem dają jasny sygnał, że absolutnie w żadnym wypadku nie będą narażać swoich interesów w imię obrony suwerenności Polski, Litwy, Białorusi czy Ukrainy.

Ciekawy jest również pomysł Donalda Trumpa na walkę z Państwem Islamskim. W jednym ze swoich przemówień powiedział cyt. "we will bomb the shit out of ISIS". Tej metody próbowali już poprzedni prezydenci z rodziną Bush'ów na czele - efekty możemy ocenić dzisiaj. Zwolennicy multimiliardera nie przebierają w słowach i na wiecach wyborczych nie raz padają słowa, iż "Islam trzeba rozp...lić bombami". Zapominają jednak, że każdy miecz ma dwa końce i Rosja tylko czeka, aby skonfliktować USA z całym światem Islamu. Ponadto tak radykalne i agresywne manifestacje siłą rzeczy rodzą pytanie, czy Donald Trump ma świadomość, że Pakistan, Iran, Arabia Saudyjska i nie tylko - dysponują również bronią jądrową. Jak wszyscy zaczniemy się przerzucać groźbami, a ktoś w końcu przejdzie od gróźb do czynów - to co z tego wyniknie?

Donald Trump rzuca ostre słowa nie tylko pod adresem Islamu. Zdążył również skonfliktować się z Kościołem Katolickim, w tym również z Papieżem Franciszkiem. Na słowa, iż "budowanie murów trudno nazwać postawą chrześcijańską", Donald Trump odpowiedział, że największy mur jaki widział w życiu, znajduje się w Watykanie. Krytyka kościoła jest stałym elementem polityki aktualnego prezydenta USA.

Polska nie powinna lekceważyć sygnałów o zbliżeniu USA i Rosji. W związku z powyższym powinniśmy juz teraz przygotować się na możliwą zmianę polityki bezpieczeństwa USA w Europie Środkowo-Wschodniej. W trakcie prezydentury Baraka Obamy usłyszeliśmy o "polskich obozach zagłady", nie zrealizowano tarczy, nie powstały stałe bazy, kolejne szczyty i spotkania nie wniosły nic do bezpieczeństwa lecz znacząco je osłabiły. Jak do tej pory Fort Trump to jedynie mgliste życzenie i co najmniej wątpliwe jest, aby faktycznie doszło do utworzenia takiego komponentu obrony.

Co jeszcze musi się stać lub zostać pominięte, abyśmy wybudzili się z letargu ? Czasem zadaję sobie pytanie, czy nie jest już za późno? Skoro umowy zostały już sfinalizowane kilka tygodni temu, a teraz trwa ich wprowadzanie w życie, które nabierze tempa pod koniec tego roku - to dlaczego wciąż jesteśmy tak ślepo wpatrzeni w USA, Unię Europejską i NATO? Czy bezpieczeństwo państwa nie powinno być kwestią, nad którą staramy się zapanować przede wszystkim własnymi zasobami ?

Może się niestety okazać, że jeszcze w tym roku zatęsknimy, za tak fatalną polityką USA, z jaką mamy do czynienia obecnie, nie mając świadomości, że może być znacznie, znacznie gorzej.

- Jarosław Narymunt Rożyński,